Od kilku godzin słucham, tak jak inni telewidzowie, transmisji z przesłuchania Zbigniewa Wassermmana przez sejmową śledczą komisję hazardową.
Po początkowej silnej irytacji wynikającej z obserwowania przebiegu prac komisji "wyzwoliłem się" z emocji i odczucia, że pytający (przynajmniej niektórzy - Andrzej Budzyk) są nieobiektywni oraz źle nastawieni wobec słuchanego światka...
Jawny przebieg tych prac uważam, w chwili pisania tych słów, za sprawę nadrzędną w stosunku do usiłowań prezentowania się WSZYSTKICH OBECNYCH (bez wyjątku - Andrzej Budzyk) wobec OPINII PUBLICZNEJ.
Przedstawiciel Polskiego Stronnictwa Ludowego konsekwentnie NIE ZADAWAŁ PYTAŃ...
Przedstawiciel Sojuszu Lewicy Demokratycznej Bartosz Arłukowicz starał się zadawać przeważnie pytania o charakterze zamkniętym (tak bądź nie - Andrzej Budzyk)...
Przedstawiciele Platformy Obywatelskiej pracowali - pytali, moim zdaniem, systemowo lub po wcześniejszym przygotowaniu i od strategii prowadzenia przez nich przesłuchania PRAGNĘ SIĘ UCHYLIĆ (wymaga to dla rzetelnej analizy dysponowania stenogramem - Andrzej Budzyk)...
Świadek poseł Zbigniew Waserman czuł się chyba (chwilami - Andrzej Budzyk) nie jak świadek, a kandydat "na współwinnego"...
I tyle jeżeli chodzi o pracę sejmowej śledczej komisji hazardowej do przerwy przed godziną siedemnastą.
"Niesforne Dziecię Gutenberga"



Po co zatem powstała ta notka, z której nic nie wynika, i którą charakteryzuje zamęt większy, aniżeli panuje w sejmowej komisji śledczej?